„DiCaprio” na wybiegu

Tuż przed Dniem Praw Zwierząt, 23-letni młodzieniec odważny i przystojny niczym Leonardo DiCaprio w filmie „Zjawa”, postanowił powtórzyć walkę myśliwego Hugh Glass’a z szarym niedźwiedziem grizzly, postrachem Indian, traperów i bydła hasającego na preriach.

W towarzystwie swoich kolegów o podobnych zainteresowaniach i intelekcie udał się pod warszawskie ZOO, gdzie na otwartym wybiegu (aczkolwiek w jakiś tam sposób zabezpieczonym przed dwunożnymi idiotami) dożywają ostatnich lat dwie stare, schorowane, poczciwe niedźwiedzice, które kiedyś zabawiały publikę w cyrku. Wparował do oczka wodnego, w którym misie zażywają kąpieli i zaczął znęcać się nad jednym z nich, okładając go pięściami i podtapiając. Zszokowane zwierzę nie wiedziało co się dzieje, próbowało się wyrywać, drugie biegało nerwowo po brzegu. Wszystko to uwiecznił na filmiku jeden z kompanów „walczącego z niedźwiedziem”. Całe to, pożal się Boże, widowisko na warszawskiej Pradze trwało kilka minut (świadkiem był m.in. nieletni chłopiec), po czym nasz „DiCaprio” wdrapał się na nadbrzeżne skały, a na jego licu malowało się poczucie triumfu i siły pomieszanego z nieprzeciętną inteligencją. (Po całym tym wydarzeniu w policyjnej notatce jest też informacja o promilach w wydychanym przez tego osobnika powietrzu).

„Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą, a człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę…” – powiedziałby mój pies Flimek, gdyby obejrzał YouTube i chciało mu się zacytować Dziennik Ustaw RP. Albo gdyby miał powód, czyli niedbalstwo niżej podpisanego w zakresie karmienia, szczepienia, wyprowadzania albo braku przyzwoitego kąta.

22 maja obchodziliśmy w Polsce Dzień Praw Zwierząt. Ustanowiono go „na pamiątkę” uchwalonej w 1997 roku przez Sejm RP ustawy o ochronie zwierząt. Dobrze, że taki akt prawny został przyjęty – wiele problemów dotyczących traktowania zwierząt zostało unormowanych i „ucywilizowanych”. Ale… Jak twierdzą specjaliści, ustawa w wielu zapisach już się zdezaktualizowała i istnieje pilna potrzeba uchwalenia nowej.

„Bardzo dużo poprawek do niej wnoszono w różnych trybach i przez to jest też trudna do stosowania.. (…) Poszczególne przepisy są albo niejednoznaczne, albo wręcz sprzeczne ze sobą” – stwierdził dr Michał Rudy, prawnik zajmujący się tematyką praw zwierząt (w rozmowie z Tok FM).

A przecież wiadomo, że pod pojęciem „ochrona zwierząt” nie chodzi tylko o przyzwoite obchodzenie się z naszym psem, kotem czy świnką morską, ale cały obszar związany z traktowaniem zwierząt hodowlanych (i ich ubojem), zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych, edukacyjnych i rozrywkowych, kwestie ochrony zwierząt na tle prawa ochrony środowiska i przyrody, prawa łowieckiego i rybackiego, itd.

Zatrzymajmy się na sformułowaniu „ istota żyjąca zdolna do odczuwania cierpienia”. Ileż to razy jesteśmy świadkami traktowania psa… gorzej niż psa (osobiście uważam, że to powiedzenie nie powinno być używane). Szczególnie dotyczy to środowisk wiejskich i gospodarzy (dziś farmerów). Chodzi mi o czworonogi trzymane na łańcuchach, w byle jakich budach wystawionych na słońce bądź chłód, karmione i pojone od przypadku do przypadku. A wszystko to często dzieje się obok nowoczesnej obory lub chlewni za wiele milionów, w której olbrzymie stada krów, świń lub innego inwentarza żywego, w warunkach zgodnych z normami i przepisami unijnymi tyje lub produkuje mleko, przynosząc właścicielowi niemałe dochody. Ale taki farmer nie pomyśli (nie odczuwa potrzeby?) żeby zbudować swojemu wiernemu czworonogowi wybieg, zagrodzić kawałek obszernego podwórka, albo po prostu zamykać bramę, żeby jego pies mógł biegać swobodnie wokół domu. A przecież to niewiele kosztuje, a ile znaczy dla „istot zdolnych do odczuwania…”.

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 26 maja 2020 r.