Wokół pomnika

Na placu Piłsudskiego w Warszawie został odsłonięty pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Uczczenie w ten sposób osoby prezydenta RP, który zginął w katastrofie samolotu w Smoleńsku, od samego początku budziło wielkie emocje. Idea obecnie rządzącej partii na czele z prezesem miała tyluż gorących orędowników, co zdecydowanych przeciwników.

Brat bliźniak Jarosław Kaczyński i jego najbliżsi współpracownicy wykorzystali katastrofę smoleńską do budowania mitu Lecha Kaczyńskiego (przy okazji również pozycji swojej partii) jako wielkiego męża stanu, wybitnego polityka, nieustraszonego przeciwnika Rosji. Słowem – prezydenta 100-lecia.

Czyniono to wytrwale przez 8 lat podczas misteriów martyrologiczno-polityczno-religijnych na Krakowskim Przedmieściu, tzw. miesięcznic smoleńskich. Zwieńczeniem tych obchodów miała być budowa pomnika smoleńskiego, a nawet dwóch. Obydwa usytuowano na placu Piłsudskiego, który uprzednio odebrano administracyjnie od miasta na „cele obronne”. Pozwoliło to na uruchomienie szybkiej ścieżki, bez koniecznych uzgodnień z nieprzychylnymi pomysłowi władzami miasta i służbami konserwatorskimi, a także bez jakiejkolwiek próby opiniowania z mieszkańcami miasta.

Tymczasem spora część społeczeństwa (w tym opozycja polityczna) uważa, że Lech Kaczyński jako prezydent niczym szczególnym się nie wyróżniał i na taki pomnik nie zasługuje. Nie podjął żadnych znaczących dla Polski decyzji (wejście do NATO i UE odbyło się za jego poprzedników). Był raczej biernym, niezbyt popularnym prezydentem (w sondażach popularności oceniano go dość nisko). Pamięta się też, że na swoim urzędzie pozostawał pod silnym wpływem brata (słynne „wytyczne” Jarosława dla prezydenta przebywającego na szczycie przywódców UE). I jeszcze jedno: sam Lech Kaczyński, jako człowiek dość skromny, takiego uczczenia raczej by sobie nie życzył.

Sam pomnik jeszcze przed zamontowaniem na cokole nie specjalnie spodobał się opinii publicznej (oceny internautów, którzy już wcześniej zdobyli jego fotografię).

Potem było jeszcze gorzej. Zgodnie orzeczono, że Lech Kaczyński nie jest podobny do siebie, a rysy jego twarzy przypominają… posła Marka Suskiego. No i ta poza! Ktoś od razu wyszukał pozłacany pomnik prezydenta Turkiestanu (tak samo założona ręka, cofnięta jedna noga i wzrok utkwiony w dal). Skojarzenia i porównania szły w stronę różnych „ukochanych przywódców” krajów komunistycznych oraz egzotycznych dyktatorów. „Socrealizm w najczystszej formie” – twierdzą artyści nieprzychylni władzy. Swoje trzy grosze dorzucili esteci: postać na cokole ma za długie spodnie i „ciągnącą” się marynarkę zapiętą na dwa guziki.

Jednak najpoważniejsze argumenty przeciw wytoczyli piłsudczycy. Postać prezydenta Kaczyńskiego jest wyższa od marszałka Piłsudskiego, który jest patronem tego placu! Marszałek, wycofany w stronę ul. gen. Tokarzewskiego-Karaszewicza, przybył na swój plac w 1995 r. A co ma wspólnego Lech Kaczyński z Warszawą, z placem Piłsudskiego?

Podobno były uzgodnienia (z Jarosławem Kaczyńskim?), że monument prezydenta nie będzie wyższy od marszałka, nie zdominuje przestrzeni placu. Ale okazało się, że jest wyższy (ma ok. 7 m), a ustawienie go przed siedzibą garnizonu powoduje, że jest bardziej wyeksponowany.

Ale czy nie o to właśnie chodzi? Piłsudski jest czczony w Polsce od 100 lat. Czas na zmianę bohatera.

To zresztą nic nowego. Takich przykładów mamy w innych krajach aż nadto. W naszej części świata raczej trudno je znaleźć, więc zajrzyjmy do Indii. W tych dniach stanął tam najwyższy na świecie pomnik. Jest to figura Sardara Vallabhbhai Patela, pierwszego ministra spraw wewnętrznych w rządzie utworzonym przez Jawaharlala Nehru po wyjściu Anglików z Indii.

Aktualnie rządząca krajem prawica (formacja hinduistyczno-religijna) upatrzyła sobie Patela na swojego bohatera (już mniejsza o to z jakich powodów). Co można zrobić dla swojego idola? Zbudować mu monument wyższy niż mieli dotychczasowi bohaterowie uwielbiani przez Hindusów, np. taki Mahatma Gandhi – legendarny przywódca Indii, ojciec narodu.

I zbudowali. 182-metrowa postać Patela stanęła na wsi w Gudżaracie, na tle gór. U podnóża, na ziemi zabranej rolnikom, rozciągają się ogrody. Obok usytuowano muzeum. Sam pomnik kosztował 430 mln dol. Przy jego odsłonięciu nie obyło się bez protestów. Do ochrony zgromadzono 5 tys. policjantów.

Pomnik Lecha Kaczyńskiego kosztował ok. 2,5 mln zł. Policjantów też było o wiele mniej. Nie wszyscy jeszcze wrócili z L-4.

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 13 listopada 2018 r.

Reklamy